Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/221

Ta strona została uwierzytelniona.


Zaskoczę go znienacka i wydobędę całą nagą prawdę.
I tak uczyniłem.
— Panie dyrektorze — rzekłem bez drżenia w głosie. — Czemu pan mnie wybrałeś, jako ofiarę swą? Czy dlatego, że byłem cichy, że nie wchodziłem w drogę nikomu, że pracowałem, jak wół, za marne wynagrodzenie? Nie, panie dyrektorze, choćbym nawet wiedział, że to się nie wyda, choćbym dostawał jeszcze wyższą pensję — ja się na to nie zgodzę... Nigdy, przenigdy!
Nikczemnik chciał pokryć udanem ździwieniem swe zakłopotanie.
— Janie rozumiem pana — rzekł. — Więc pan mnie posądzasz?
— Mam pewność.
— Gdzie... jak... Na jakiej podstawie?
Szatańsko się roześmiałem.
— Na jakiej podstawie? Na tej, że mi pan podwyższył pensję z 50 rubli do 150, jakkolwiek nie mam żadnej protekcji.
— Teraz on śmiać się zaczął, ale potem spoważniał nagle:
— Żal mi pana serdecznie. Więc życie uczyniło pana tak nieufnym? Więc pan nie wierzy, by ktoś mógł wynagrodzić prawdziwą zasługę?