Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/247

Ta strona została uwierzytelniona.


pracowników. Każda para rąk zdrowych zużytkowana, każda iskra zdolności, rozdmuchana w płomień, wszystkie siły fachowe w pracy natężonej; nawet ludzie ułomni, bez nóg, rąk, głuchoniemi — byliby woźnymi, markierami, szwajcarami.
Awanse, gratyfikacje, urlopy, nagrody za sumienność i zdolności.
Korespondenci, buchalterzy i buchalterki, kasjerzy, kasjerki, wojażerowie, komisjonerzy, technicy, chemicy, inżenierowie — a więc szkoły, oświata, dobrobyt — szczęście!..
Nie chciałem was łudzić przedwczesną nadzieją. Trzymałem projekt swój w największej tajemnicy. Tymczasem wypatrywałem zdolnych pracowników, układałem listy przyszłego personelu, nie wątpiąc, że na pierwsze wezwanie opuszczą niewdzięczne pole dotychczasowych posad, by przejść do mego biura, gdzie ukażą im się cudne widoki owocnej rywalizacji, niebywałej przyszłości. Tymczasem, ślęcząc nocami, wypatrywałem place pod przyszłe budowle, oznaczałem czerwonym atramentem cegielnie, fabryki i przedsiębiorstwa, którym miałem powierzyć budowę.
Za krótkie lat pięć, wszystko odrazu byłoby w ruch poszło. Bom wszystko obmyślał dokładnie, rozumnie, powoli, z zastanowieniem.
I oto przyszła klęska: dowiedziano się nagle o moich górnych projektach. I od tej chwili prze-