Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/249

Ta strona została uwierzytelniona.


może bardzo zacnymi i nieszczęśliwymi, ale dla mnie bezużytecznymi zupełnie.
— Wolne żarty — odpowiadano mi z ironicznym, czarującym lub bolesnym uśmiechem — toć nie święci garnki lepią.
Piękne kobiety chwytały nerwowo moją rękę, mówiąc:
— Nie wyjdę, dopóki mi pan nie przyrzeknie.
Niektórzy twierdzili:
— Jedno miejsce przecież się chyba znajdzie.
Inni:
— Pan musi to dla mnie uczynić. Nie prosiłbym, gdyby mi na tem nie zależało.
Jeszcze inni:
— Ależ, panie, dla starego przyjaciela. Taka bagatelka. Aż wstyd, że pan tak daje się prosić.
Wreszcie:
— Gotów jestem odwzajemnić się panu. Toż może się zdarzyć, że pan będzie i mnie potrzebował.
Anim się spostrzegł, jak wyznaczono mi i place, i budowniczych, i fabryki, i przedsiębiorców, i pracowników.
Uciekłem na tydzień z Warszawy, raz jeszcze przyjrzałem się stanowi rzeczy i doszedłem do wniosku: