Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/76

Ta strona została uwierzytelniona.


Chcąc przerwać indagację, wyjąłem polisę i położyłem ją na biurku.
— Chciałem odebrać przypadającą mi sumę.
— Ach, ta.. a.. a.. k. Dobrze, ale uważa pan, my nie wiemy, czy pan żyje?
— Ależ żyję, mogę panu zaręczyć, że żyję.
— Nie, panie, pan może się mylić przecież.
Zdębiałem: a może w samej rzeczy? Wahanie swe ukryłem i raz jeszcze zapewniłem urzędnika, że żyję, że jestem tego pewien, że fakt ten najmniejszej nie ulega wątpliwości.
— Ależ panie, raz jeszcze powtarzam, że pan może się mylić. Pan mógł już dawno umrzeć, a pan właśnie może być zupełnie ktoś inny.
— A jakże ja się przekonam? - zawołałem zgnębiony.
— Otóż to właśnie; zaraz panu wyjaśnię: pójdzie pan do rządcy i weźmie pan od niego piśmienne poręczenie, które należy zaopatrzeć w markę i dać do poświadczenia w cyrkule. Następnie napisze pan podanie w formie prośby o wypłatę pomienionej sumy; podanie to zechce szanowny pan zaopatrzyć w mareczkę i podpis stwierdzić u rejenta, następnie przyjdzie pan do nas po informacje co do dalszych kroków.
Możecie sobie wyobrazić, jak spędziłem noc, w jakiej piekielnej niepewności, w jakim strachu szalonym: a nuż dowiem się, że umarłem, że ja