Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/80

Ta strona została uwierzytelniona.


pan tylko pokwitowanie, poświadczone przez rejenta, i koniec.
Ze zdwojoną energją wziąłem się do pracy... Objechałem pół Królestwa, całą Warszawę, ale w trzy tygodnie niespełna, wydawszy na jazdy około stu rubli, posiadałem żądaną liczbę podpisów.
— Ślicznie — zawołał urzędnik, przeglądając akta mej sprawy (około trzech liber papieru) — teraz pan zechce przedstawić nam poświadczone przez rejenta dowody, że tych dziesięciu obywateli — jest w rzeczy samej obywatelami, że się urodzili i że nie umarli jeszcze.
— Ależ panie, to niemożliwe! — zawołałem z rozpaczą, graniczącą z obłędem.
— No tak, przyznaję, że to — jest dość przykre, ale niechże pan sam przyzna, że towarzystwo nie może ufać podpisom ludzi, których nigdy nie widziało, o których istnieniu nic nie wie. No, racz pan przyznać.
— A no tak, ma pan słuszność, ale bądź co bądź...
Rzuciłem posadę, którą miałem, aby módz oddać się niepodzielnie sprawie tak ważnej i wymagającej tak wiele czasu i zabiegów. Szło mi to teraz łatwiej, dzięki doświadczeniu.
W cztery miesiące miałem już żądane dowody, które dwoma wozami frachtowemi spro-