Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/77

Ta strona została uwierzytelniona.


No i ja:
— Pytacie się, czy doktór wie wszystko? Nie wie ani połowy, ani dziesiątej części. My tak, jak wy, szukamy, zgadujemy, domyślamy się, — jak wy, — raz dobrze, raz źle. — Nie chcę udawać, że wiem, tylko zapomniałem.
Opowiadał mi chłopak, że była u nich panienka do dzieci. Udawała, że wszystko wie i umie, ale nie chce mówić, — „bo i tak nie zrozumiesz“. — Albo umiała, wiedziała, tylko zapomniała. Bo chorowała na tyfus. — Grała na fortepianie — tyfus, — teraz nie umie. — Mówiła po francusku — też tyfus — nie umie. — Historia, geografia; piękne bajki, zadania rozwiązywała. Ale tyfus, włosy i pamięć straciła; potem już tylko włosy odrosły, pamięć nie.
Żalicie się, ale wolę zbyć żartem trudne pytanie, niż wykręcać się i udawać. Albo odroczyć odpowiedź, żeby pomyśleć i ułożyć w głowie tę cząstkę prawdy, którą znam.
Dlaczego dzieci podobne, albo niepodobne do rodziców? — Gdyby zebrać wszystkie książki, tysiące książek uczonych, autorów, badaczy, biologów, lekarzy, te książki zapełniłyby wszystkie pokoje dworu do samego sufitu. Ale nie znamy zrozumiałej, krótkiej odpowiedzi. Wciąż tylko badania, próby, doświadczenia, poszukiwania.
Poczekajcie. — Pamiętam. — Po wojnie był głód i zimno, i w tym domu było sto dzieci. — Co robić, co będzie? — Już nie chcą nic dać na kredyt. I trzeba zapłacić, a pieniędzy nie ma. A zima dopiero się za-