Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/96

Ta strona została uwierzytelniona.


spirytusem salicylowym, przysypać kseroformem“. — „Nie waaarto“. — „Nie gadaj: ruszaj do sypialni“. — „Mam leżeć?“ — „Tylko chwilę, bo muszę kseroformem“. — „Więc co?“ — „Więc to, że proszku w górę nie można sypać, bo zleci“. — A on: „stanę na rękach“. — „Phi, spróbuj“. — Stanął na rękach, głową na dół, poszwankowanym organem do góry, balansuje nogami. — „Stój bucefalu, spokojnie, bo mnie kopniesz“. — „Kiedy szczypie“. — „Musi szczypać“. — Udał się opatrunek: zasypałem...
Myślicie, że pozwalam? — Za kogo mnie macie? — Surowo zabraniam. — I: „jazda do kąta; nie wypuszczę, dopóki nie policzysz swoich okaleczeń, swoich rycerskich ran“. — A on idzie, — siedzi pokornie w kącie i liczy. — Raz wraz wzywa mnie, bo ma wątpliwości. — „On woła“. — „Czego chcesz?“. — „Czy liczyć blizny po szczepionej ospie, czy liczyć niebieskie siniaki, czy stare żółte też?“. — Porozumieliśmy się, odchodzę. — Znów wzywa: „czy to liczyć za jeden, czy za trzy; czy strupy po zagojonych liczyć?“ — Są różne stadia przejściowe, więc nie tak znów proste i łatwe. — Odchodzę daleko, ale znaleźli: „on pana woła“. — Mówię, już trochę podirytowany: „nie woła, tylko prosi“. — „Nie! Powiedział wyraźnie: „zawołaj go“. — „Nie go, tylko doktora“. — Wzruszył ramionami: „nie wiem, on tak mówił“. Nie jestem formalistą, ale manewr biurokratyczny: „dobrze, przyjdę, niech czeka, nie pali się, nie na pierwsze zawołanie“. — Więc tu i tam, — tam i tu, — i dopiero do niego i ostro: „Czego??“ — A