Strona:Jerzy Bandrowski - Na polskiej fali.djvu/200

Ta strona została przepisana.

olbrzymie brylanty, a śnieżek na lodzie błyszczał niby złoty piasek. Ale w szary dzień wrażenie było przykre, bolesne. Więc zima, ta zabójcza, wroga życiu zima, jest silniejsza nawet od morza i potrafi je skuć, spętać, potrafi fale w biegu zmrozić?
Uciekałem od tego widoku na Małe Morze, gdzie było weselej. Tam ślizgałem się całemi dniami, niby po wielkiem jeziorze, albo też „upychałem“ sobie węgorze. Jest to sport zdrowy i wcale zajmujący, dopóki się ma szczęście i węgorze się łapią, ale jak dzień, dwa szturka w dno napróżno, człowiek tak się zniechęci, że strzeli o lód bodorzem i nie tknie go więcej. Niepodobna przecie „upchać” całą zatokę! Ja miałem z początku szczęście, miewałem najmniej dziesięć funtów dziennie, a raz upchałem około trzydziestu — zaś pan Żebrowski płacił po 3 złote za funt — więc sporo zarobiłem, a nie zostawiałem sobie nic, bo ani Dawidom, ani mnie te węgorze me smakowały. Ale potem tak mnie pech zaczął prześladować, że nie miałem nigdy nic. Napróżno zmieniałem miejsce, lodu narąbałem z pewnością dobry wagon, ale węgorza nie miałem ani jednego. Wobec tego zacząłem namiętnie uprawiać ślizgawkę i bujałem sobie po zatoce, jak orzeł, a łyżwy miałem znakomite, nowiuteńkie, holenderskie. Przywiózł mi je pewien rybak z Gdańska.
Wychodziłem na lód nieraz w nocy, przy księżycu. Nie dlatego, żebym był lunatykiem, ale ponieważ — foki szczekały w zatoce! A foka, kochany czytelniku — to nie łabędź! Prawdę mówiąc, tego łabędzia nieraz sobie wyrzucałem i wyrzucam — bo czy to nie było zbyt sentymentalne? Ale niech będzie! Każdy z nas jest przecie tak wielkim panem, że sobie może na sentyment czasami pozwolić, nie? Co innego łabędź! Lecz foka?
— Foka taka ładna! — wykrzykną czytelnicy z współczuciem.
Ładna. I tygrys też ładny.
Łabędź, kochany czytelniku, żywi się małemi żyjątkami z dna morskiego. Rybacy znajdują w jego żołądku kamyczki i muszelki, ryb nigdy. Foki zaś żywią się wyłącznie rybami, a więc są to drapieżce morza. Ty, mój miły i dobry czytelniku, myślisz, że morze jest bardzo