Strona:Jerzy Bandrowski - Na polskiej fali.djvu/217

Ta strona została przepisana.

się z większym zapałem niż połowom ryb. Tłomaczy się to z jednej strony wielkiem ubóstwem rybaków, którzy wszystko muszą z dalekich stron sprowadzać za gotowy pieniądz, z drugiej starem, wszędzie istniejącem, napół korsarskiem „prawem wybrzeża”. Pan Żebrowski mówił mi, że jest osobna ustawa, która pozwala rybakom zatrzymywać sobie tylko „bity“ ściśle określonej wartości, gdy wszystkie inne, większej wartości, mają być zgłaszane u sołtysa, ale rybacy wszelkiemi sposobami starają się tę ustawę obejść, a władze patrzą na to przez palce.
Tak więc rybacy „alali bity“ z wielką pilnością, skrzętnie kryjąc je, lub też starając się sklecić z nich na prędce jaką budę, szopę, aby móc powiedzieć, że to nie żadne „bity” lecz od dawna już stojące „budynki”.
Gdy niema rybołówstwa, naprzykład podczas silnego sztormu, rybacy często wychodzą na strąd za „bitami“, i jeśli który z nich znajdzie jaką deskę, którą może zawlec do domu jest z tego dumny. Są specjaliści, którzy dziwnym jakimś sposobem potrafią „wywęszyć“ bitę, ukrytą na dnie morza, pod wodą. Stoi taki na „górach“ i patrzy w wodę. Stałem tak nieraz i ja i też się wpatrywałem, ale nie widziałem nic. A on wbił wzrok w jeden punkt, że aż mu się oczy zrobiły jak szparki, usta zacisnął i milczy. Spytać go, co widzi, to mruknie coś niezrozumiałego i pójdzie.
— Nie bój się! Nadarmo on tam nie stoi! — pouczał mnie pan Żebrowski. — Jeśli stoi, to z pewnością zauważył coś, co go zajmuje!
— Cóż on może widzieć w wodzie?
Jakąś ukrytą bitę. Ty jej nie dostrzeżesz, ale on po powierzchni wody pozna, że pod wodą coś jest... Miejsce sobie dobrze wymiarkuje, a w nocy idzie „alać“. Znam takich, którzy krowę do wozu zaprzęgają i jadą w nocy na strąd, a potem chowają coś po stryszkach i piwnicach...
Próbowałem kilka razy szukać bursztynów i łaziłem wzdłuż zoloju, przebierając wyrzucone na brzeg kamyczki.
— Musisz szukać dalej od zoloju — mówił mi pan Żebrowski — nie tam, gdzie są kamienie, bo ciężar gatunkowy bursztynu jest mniejszy, więc fala dalej go na brzeg wyrzuca...