Strona:Jerzy Bandrowski - O małem miasteczku.djvu/29

Ta strona została przepisana.

okolicy, lud przechowuje ciekawą formę muzyki tanecznej, mianowicie tak zwane „wiwaty“, nie będące niczem innem, jak tylko, pod zmienioną nieco postacią, staropolskiemi polonezami. Przy tej sposobności, lingwista poinformował mnie, iż poluje tu też na motywy ludowe z gramofonem pewien uczony z Poznania, w którym to łowcy dźwięków i starych piosenek bez trudu domyśliłem się uczonego muzykologa i świetnego kompozytora, prof. Lucjana Kamieńskiego. Wspominam o tem, aby wiedziano, że teren ten nie jest bynajmniej zaniedbany, lecz przeciwnie, znajduje się pod baczną kontrolą różnych uczonych kolekcjonerów, nie mówiąc już o czuwającym stale i zbierającym skrzętnie i umiejętnie wszelkie zabytki językowe, zwyczaje, obyczaje i ciekawostki tych stron, etnograficzne i etnologiczne, znanym zbieraczu, p. W. Stachowskim, autorze setek nader cennych i ciekawych artykułów z tego zakresu. Zwłaszcza artykuły jego z życia, zwyczajów i obyczajów biskupian mają być wyczerpujące.
Uwolniony w ten sposób od przeprowadzania badań specjalnych, do których nie mam ani potrzebnego zamiłowania, ani niezbędnych studjów, wiedząc już, że biskupianie nie są jakimś nieznanym klanem czy szczepem, żyjącym w niedostępnych i mało zbadanych zakątkach, czekałem na sposobność, która pozwoliłaby mi potraktować tę sprawę felietonistycznie, to znaczy, pod kątem tego, co się widzi. W kościele zauważyłem tylko pewną powagę i jak gdyby dostojność ich ruchów i chodu, większą niż u kobiet, ubranych po miejsku. Nic dziwnego, narzuca to strój obszerny, wymagający sporo wolnego miejsca i nie pozwalający na ruchy szybkie, nerwowe, powolny chód zaś spowodowany jest bardzo wysokiemi obcasami u trzewików, przeważnie czarnych, wysoko sznurowanych. Na pierwszy rzut oka te