Strona:Jerzy Bandrowski - Pielgrzymi.djvu/178

Ta strona została przepisana.

i w miękkim kapelusiku, z pretensjonalną elegancją, zsuniętym na lewe ucho. Wysoki, zdrowy i zadowolony z siebie, małą, ptasią główkę w drobnych złotych lokach niósł wysoko a wielkie, fiakierskie łapy w jasno-żółtych rękawiczkach trzymał ostentacyjnie przed sobą.
— Dawnośmy się nie widzieli — mówił Zaucha. — Jakże się masz?
— Aha, a ja idę sobie teraz kupić konfitur, truskawek — odpowiedział Zieliński patrząc na Zauchę tak, jakby mu opowiadał coś niezmiernie ciekawego. — Cukru nie można dostać, więc jak taką wielką truskawkę wezmę do pyska, to pół szklanki herbaty można wypić. Wiesz? Ja ci się odżywiam świetnie, wprost bajkowo! Na śniadanie herbata z mlekiem a do tego żrę buły z masłem, ze serem i pół funta kiełbasy — żaden lord tak nie je, jak ja. Świetnie się odżywiam.
Trącił Zauchę łokciem i pokazał mu idącego po drugiej stronie ulicy jakiegoś jegomościa w długim zielona wy m płaszczu.
— Widzisz? Nowy!
— Kto? — spytał Zaucha.
— Płaszcz. Ten ciemno-zielony. Nowy. Tutejszej roboty — jak worek wisi. Tutejsi krawcy nie mają sznytu za grosz, powiadam ci, za grosz. Popatrz na moje „priczery".
Rozpiął kurtkę i pokazał „priczery".
— Od Pronia. Jeszcze mu za nie nie zapłaciłem. Przed wojną robione — jaki szyk! Albo ta kurtka angielska — ile razy już prana była — a jaka elegancka! Żaden hrabia nie ma takiej kurtki. Ale bo też ja jestem przepięknie zbudowany...
— A co u ciebie słychać?
— Powiadam ci — co ja się tu „szop" napatrzyłem — zdychać ze śmiechu! Kradną — kto chce i nie chce! Kobietom posprawiali futra, zarękawki, kapelusze, majtki jedwabne... Kto ma żonę, temu jeszcze jako tako, ale kawalarom — chyba na utrzy-