Strona:Jerzy Bandrowski - Pielgrzymi.djvu/37

Ta strona została przepisana.

niej drobno małego, szczupłego Józefa. Zdawało się jej przytem, że Józef koniecznie musi mieć szyję owiniętą grubym, popielatym szalem. A tu wojna bez końca...
Cofnęła się i oparła się o słup werandy.
— Mój Boże! Kiedy się to wszystko skończy! — rzekła naraz prawie ż jękiem.
Oparta o słup werandy, z odwróconą nieco-głową, blada w świetle księżyca, z czystem, dziewiczem czołem, z pod podniesionych w górę brwi patrzyła gdzieś daleko przed siebie spokojnemi i niewidzącemi oczami. Smukła w lekkim, czarnym kostjumie, uwydatniającym jej dziewczęce kształty, ze spojrzeniem jakby zatrwożonem i z bolesnym grymasem znużenia i rezygnacji, wyglądała smutno i biedno w swem piórkowem, popielałem „boa“, które zacisnęło się dokoła szyji, tak, że widać było odsłonięty trójkąt nagiego ciała.
Przez chwilę milczeli.
— A ty się dziecko nie bój — rzekł wreszcie Zaucha wzruszony. — Już ja ci krzywdy zrobić nie dam. Nie obawiaj się! — dodał stanowczym głosem.
A potem wziął ją pod rękę.
— No, a teraz chodźmy do Skowrońskich. Tam ciepło, rozgrzejesz się trochę.

VII.

U Skowrońskich było bardzo ciepło, prawie parno.
Po małym pokoju, oświetlonym lampą naftową bez klosza, latały ogromne czarne cienie, przedrzeźniające ruchy ludzi. Na środku pokoju, na drewnianym zydlu szumiał złoto-błękitnawym płomieniem „Primus" tak głośno, iż rozmawiający podnieśli głos i krzyczeli, jak gdyby się kłócili. W powietrzu wisiała gęsta, zmieszana woń. Czuć było benzynę, którą w braku spirytusu pani Skowrońska podpalała .,Primus'1, naftę, kawę, tani tytoń, potrawy i mydło, bo