Strona:Jerzy Bandrowski - Rajski ptak.djvu/58

Ta strona została uwierzytelniona.

— Nic!
Poczem, sięgając po nowego papierosa, dodawał:
— Trzeba będzie wstawać. Ma pani wodę do mycia?
Kryńka przynosiła miednicę, pełną gorącej wody, i znikała.
Mistrz rad był z tego.
Spokojnie, w skupionem milczeniu palił papierosa i powtarzał leniwie:
— No, i co? No, i co?
Nieprzyjemnie niepokojące pytanie.
— Ten nasz lud! — krzywił się wieszcz — Ten nasz lud! — Do cholery ciężkiej — ten nasz lud...
A nagle odzywało się w duszy innym, wesołym, lekkomyślnym tonem, pytanie:
— No, i co?
W chwilę później żałośnie:
— No — i — co?


XIII.

W niedzielę nad wieczorem przyszła do Polaty Kryńka z wiadomością, iż kilku panów pragnęłoby z nim porozmawiać.
— Co za jedni? — spytał młody człowiek trochę nieufnie.