Strona:Jerzy Bandrowski - Siła serca.djvu/60

Ta strona została uwierzytelniona.

Tu znów poddał pomysł Lolo:
— U nas i w kilku domach koło nas, wciąż coś kradnie jaja, a nikt nie wie, kto. Za każdą kurą trzeba dreptać, a jak tylko zniesie jaje, to się musi brać. Mama mówi, że to kuna, Milcia, że tchórz albo liszka, ale nikt nie wie...
— Doskonale! Idźcie, chłopcy, na zasiadkę i wybadajcie, co to takiego, a potem mi powiedzcie.
Za parę dni przyszli.
Wybadali.
To były dwie chytre sroki. Tyle szkód narobiły!

Wciąż wałęsali się po ogrodzie i dokoła domu, czarni od słońca, zaaferowani chłopcy. Wchodzili przez furtkę, przez płot, nawet przez okna. Kiedy Zaruty nie było w domu, czekali na niego, gimnastykując się na reku lub na kółkach. Tak się przyjęło, że Kasia w swojej porze wszystkim dawała podwieczorek, który oni w dobroci swych serc brali jak rzecz należną sobie, nie dziękując. Ponieważ szklanki i filiżanki zbyt często bili, sprawiła czternaście grubych, białych fajansowych garnuszków, w których podawała im mleko lub herbatę i to były „garnuszki chłopców“. „Patrol Śmigi Warczącej“ prawie zupełnie się nią nie zajmował, ale zawsze miał ją na oku. Cokolwiekby się stało, wiedziała, że nie jest sama. Niechby się na werandzie pokazał jakiś podejrzany podróżny — już w pobliżu pojawiał się skaut. Zaruta tak przywykł do tych swoich chłopaków, że jadąc na lotnisko, zawsze któregoś z nich ze sobą brał. A wtedy co jakiś czas odzywał się w domu telefon i młody głos szcze-

52