Strona:Jerzy Bandrowski - W białem miasteczku.djvu/248

Ta strona została uwierzytelniona.

niema. Co dalej? Zanim ja się w kraj wżyłem, zanim poznałem stosunki — dolary mi wyszły, muszę po nie znowu jechać. Przedstawiałem tu kapitał dziesięciu tysięcy dolarów — dużo, co? W Polsce to jest — nic. Mały młyn można za to postawić! Za to będę teraz trzy lata w Ameryce pokutował. Myśmy nie wiedzieli, że Stary Kraj tyle pochłania i tyle może dać. Polska — to bardzo wielki interes. I byle czem się do niego wkupić nie można. Ja to wiem, mnie pan filolog wierzyć może!
— A przecie pan sam mówił, że tu nikt robić nie chce.
— Robią ludzie na stary ład, to znaczy, robią zamało. Ale to jeszcze przyjdzie. Nowe życie ich do tego zmusi. To życie już idzie — i Polska stanie się nową Ameryką. A siły ma — ogromne!
Tu pan Uszko spojrzał przed siebie na rynek biały w spiekocie słonecznej, zamyślił się i powtórzył:
— Tak jest, myśmy bitwę z Polską przegrali. Nie wiedzieliśmy, że ona taka żywa. Tylko że to jest jeszcze jak młode wino, zakorkowane w butelce: fermentuje!