Strona:Jerzy Bandrowski - Zolojka.djvu/256

Ta strona została uwierzytelniona.

jak najsurowsze i w porozumieniu z rodziną dziewczyny uznała za stosowne zepsowaną z wioski wydalić.
Tak się też stało. Biedna Nastazja została przez gminę i rodzinę skazana na dożywotnie wygnanie.
Ani jedna ani druga strona nie przypuszczała nawet, że wszystko to jest niedorzecznem bezprawiem.
Poddając się woli starszych, banitka wyjechała do Gdańska, gdzie owoc jej hańby i związków z cudzym panem ujrzał światło dzienne. Wygnana matka umieściła go narazie w jakimś sierocińcu i poszła do służby, kiedy jednak trochę grosza zdobyła, odebrała syna z niemieckiego zakładu i odesłała go na wychowanie do krewnych w rodzinnej wiosce, chcąc, żeby był „porządnym chrześcijaninem a nie żadnym martinlutrem“. Sama zaś wywędrowała do Niemiec, gdzie słuch o niej zaginął. Tyle tylko, że od czasu do czasu przysyłała to z tej, to z drugiej miejscowości trochę pieniędzy dla syna.
Trudności większych nie miała. Pracowała ciężko, ale żyła. Na myśl nawet nie przychodziło jej, aby mogła wrócić do rodzinnej wioski. Nie pomyślała nigdy o tem, że to jej wygnanie było bezprawiem. Rodzice jej umarli, bracia podzielili się tem, co po nich zostało i ani oni ani nikt nie powiedział, że przecie ona nie jest wydziedziczona, że jej się też coś należy.
Ale po wojnie zaczęły się przykrości. Władze wciąż domagały się coraz to innych papierów. Czy ona optuje za Niemcami, czy też zostanie obywatelką polską? Niewiele z tego rozumiejąc, za Niemcami jednak nie optowała, bojąc się, że trzeba będzie o jakieś papiery prosić gminę, która ją wygnała. Czy zechce dać papiery, czy uzna jej przynależność? Wprawdzie stosunki się zmieniły, ludzie poumierali, przyszli na ich miejsce nowi, ale któż wie? Kazano jej zgłaszać się do władz polskich, gdzie jednak znów żądano potwierdzenia przynależności — a skądże ona mogła je wziąć? Czyż mogła powiedzieć, że jedyna gmina, od

246