Strona:Jerzy Bandrowski - Zolojka.djvu/311

Ta strona została uwierzytelniona.

można. Ton powieści jest naogół poniekąd smętny, zakres dość ciasny — ale też i morze nasze nie jest wesołe ani wielkie, przeciwnie, pod żadnym względem nie może starczyć na nasze potrzeby.
Wszystkie motywy wzięte są z życia. Sprawa z skorzniami o jednym szwie również jest prawdziwa z tem tylko zastrzeżeniem, iż w rzeczywistości skorznie takie istnieją i to nawet niezbyt daleko od Helu, bo na wybrzeżu Niemieckiego morza i wogóle w niemieckich wioskach rybackich. Rzecz cała polega na tem, że nasi rybacy robić ich nie umieją i dlatego to ów „szewiec z Gdańska” (postać prawdziwa) mógł ich oszwabić.
Obfity materjał informacyjny, na który ze względów artystycznych i innych nie było miejsca w tej powieści, może Czytelnik znaleźć w mej powieści, zatytułowanej „Na Polskiej Fali“.
Niezbyt jasno wypadła cała historja z panem Tomaszem i panią Łucją. Łaskawy Czytelnik zechce się temu nie dziwić, bo ona i dla mnie samego nie jest zbyt jasna. Może się jeszcze wyjaśni. Czasami się zdarza, że człowiek coś pomyśli, a potem sam nie wie, co to właściwie było. Miało to być przeciwstawienie lądu morza, ale mojem zdaniem niezupełnie się udało. Powtarzam jednak, nie trzeba być zbyt ambitnym i wyobrażać sobie (zwłaszcza w dziedzinie sztuki), że wszystko, co robimy, jest i musi być doskonałe, bo wcale tak nie jest. W każdym razie Czytelnik raczy pamiętać, że jest to istotnie pierwsza prawdziwie morska powieść polska, że zatem autor miał niemało trudności do przezwyciężenia. Zresztą czytając książkę, Czytelnik sam to spostrzeże.

Mare Nostrum.

Narodem morskim nigdy nie byliśmy i nie będziemy.
Potępianie niedbalstwa przodków naszych, którzy rzekomo zaprzepaścili sprawę polskiego panowania na

301