Strona:Jerzy Bandrowski - Zolojka.djvu/330

Ta strona została uwierzytelniona.

istnieje, a jak wiadomo właśnie ta grupa należy do grupy zachodnio-północnych języków słowiańskich — więc znowu potwierdzałaby moją teorję. Wracając do samogłosek musimy przypuścić, iż nie bez znaczenia były tu wpływy fińskie, a również i szwedzkie, którym w niemałej mierze ulegał również „plat”, gwara północno-niemiecka.
Co jest niezmiernie zajmujące, to fakt, iż na naszem wybrzeżu każda wioska rybacka mówi swą własną gwarą, nieraz bardzo różniącą się od gwar wiosek sąsiednich. Pod tym względem, pomiędzy wioskami odległemi od siebie o 7 km., jak Jastarnia i Kuźnica, dawniej Cejnowo, lub nawet o 1 km., jak Jastarnia i Bór, różnice w wymowie, wyrażeniach i zwrotach, a nawet nazwach i terminach rybackich są o wiele większe i istotniejsze, niż np. między gwarą poznańską a wileńską.
I otóż dziewczyna z jednej wioski, wychodząc zamąż do drugiej wioski, wnosi w dom męża swą macierzystą gwarę, którą zczasem mąż jej częściowo przejmuje. Wytwarza się w ten sposób gwara mieszana, którą mówią dzieci, tak że w ostatecznym wyniku nietylko w każdej wiosce, ale w każdym domu mówi się inaczej, jak się komu podoba, jak kto chce, zaś każdy mówi dobrze. Skutkiem tego dźwięczna ta mowa z wielu samogłoskami i trzema nosówkami jest wciąż żywa, tworzy nowe słowa, wre ruchem, kipi — prawdziwy język polski, język polskiego morza.

Królestwo Wiatrów.

— Neńkuo, kiedy ja się urodzilem? — pyta chłopaczek.
— Jak była ta „pierwsza zyda” — odpowiada matka. — Tatk mial wtedy dwanaście centnarów dostane.
— Działo się to wtedy, jak wiał ten wielki nordost — zaczyna ktoś opowiadanie.

320