Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/80

Ta strona została przepisana.
LXXXI.

Niejeden kaik mignie w chyżym locie;[1]
Na brzegu tańczą dziewice téj ziemi;
Któż o spoczynku myśli lub powrocie?
Tu dłoń się z dłońmi spotyka drżącemi,
Tęskliwe oko z oczy tęskliwemi,
Uścisk z uściskiem: któraż pierś się wstrzyma?
Ty nam, miłości! chwilami swojemi
(Niechaj się mędrzec albo cynik zżyma)
Nagradzasz lata bólu, który nas się ima.

LXXXII.

Ale w téj ciżbie skocznéj maskarady
Czyż niéma serca, co, cierpiąc tajemnie,
Przez kostium zdradza skrytych bólów ślady?
O! dla serc takich szumiące wód ciemnie
Są echem tego, ku czemu daremnie
Żal się kieruje, a źródłem zgryzoty
I wzgardy tłum ten, rozbawion przyjemnie!
Jakże-ż je rażą czcze, głośne chichoty,
Jak chętnie-by zmieniły w całun te pozłoty!

LXXXIII.

Tak czuć powinien Grecji syn prawdziwy,
Jeśli go jeszcze mają greckie chaty —
Nie rycerz w gębie, co znosi, leniwy,
Spokój służalców, narzeka na straty,
Z gładkim uśmiechem wita swoje katy,
A zamiast miecza dźwiga sierp usłużny!
Najmniéj cię kocha, Grecjo, kto bogaty
W skarby jest twoje, kto ci krew jest dłużny
I ród i wielkich przodków, od których tak różny!

LXXXIV.

Lacedemonu gdy się męstwo wznieci,
Epaminondas gdy do Teb zawita,
Gdy duch przenikać będzie Aten dzieci,
A męże rodzić helleńska kobiéta,
Wtedy dopiero wstaniesz, czcią okryta!
Aby wznieść państwo, trza wieków roboty;
Chwila je zburzy, pożogami syta!
Lecz człek czy wskrzesi, chwało, blask twój złoty?
Czyż czasom wbrew i losom z grobu zbudzi cnoty?

  1. Kaiki — małe czółna tureckie.