Strona:Jerzy Strzemię-Janowski - Karmazyny i żuliki.djvu/78

Ta strona została uwierzytelniona.
XII. FANTASTYCZNA PAMIĘĆ PHANTASTĄ I CZARNE BRODY

Poznałem też konia, pełnego łagodnej brawury, lecz krzywd nieprzebaczającego. Nie posiadał wyrozumiałości tamtych stworzeń, anielskich i rycerskich.
Po zniszczeniu wojennem, wywędrowałem w Poznańskie. Koniki były — sportsmeny nie omijały moich progów. Raz przyjechał do nas konno płk. Studziński, na og. pełnej krwi PHANTAST, przywiezionym z Niemiec przez nieodżałowanej pamięci Janusza hr. Czarnieckiego.
Stary steepler niemiecki, posiadacz kilku nagród, piękny, rosły, mocny i doskonale ujeżdżony. Pułk. Studziński, dobry jeździec, choć trochę z kozacka, był znany z twardej ręki, twardej jazdy i surowego obchodzenia się ze zwierzętami. Przy jego odjeździe zauważyłem taką scenę: Phantast był, zdaje się, przyzwyczajony, że jeźdźca podsadzano na siodło — co zresztą jest bardzo wskazane, ale pułk. Studziński, właśnie dlatego, że Phantast się tego domagał, uparł się wsiąść bez podsadzania. W chwili, kiedy, już miał nogę w strzemieniu, Phantast przewrócił się na wznak, szarpnięty cuglami i — postawił na swojem: musiano jeźdźca podsadzić. W drodze powrotnej bez wątpienia pułk. Studziński zapłacił mu za to.
Po pewnym czasie, kupiłem Phantasta. Jeden z milszych moich koni. Posłuszny, karny, dobro-