Strona:Joanna Grey.djvu/017

Ta strona została uwierzytelniona.
AYLMER.

O! dworskim stylem!

SADDER.

Już zaczyna o dworze i Henryku — wdzięczność zaślepia mistrza dworaka.

HOLBEIN (do Joanny.)

Tak! tak! no! siedź jeszcze chwilkę mój aniołku — ileżto ten wielki król sam za mnie długów zapłacił! o! dobre to były czasy!...

JOANNA (zgorszona.)

Mistrzu Holbein!...

HOLBEIN.

Tak! wielki król, choć straszny! takim go oddałem! za mnie samego ze sto tysięcy długów zapłacił — a jak płacił za roboty! ha! ha! ha! od czasu, jak go niema, on nie ścina — ja nie maluję — a czy ludzie lepsi? wartoby ich dalej ścinać, a nie warto malować! a! dziwne to było przeznaczenie! skoro król poślubił żonę, kazał mnie malować — potem — niedługo losy jej bywały ciemne — i kat odcinał głowę toporem, a portret mój szedł do czarnego gabinetu króla. Donosy, szepty, zawiści, intrygi, ot — koniec, że kat rozstrzygał, czego nie rozstrzygnął wielki król Henryk! I tak wyobrazcie sobie miał mego pędzla Katarzynę Aragońską, świętą Panią! potem malowałem lady Annę Boleyn; robił ci ją także ten zazdrośnik włoski Sebastiano del Piombo! ten mizerny chłystek! intrygant! pięta Achillesowa Buonarottiego, rywal Rafaela! cha! cha! cha! Rafaela! chi! chi! chi! zgłupiał Michał Anioł, a kiedy mądry zgłupieje, to zniesie głupstwo o tyle większe, o ile sam większy od zwykłych ludzi! Buonarotti chciał go pasować Rafaelem, a zapomniał że tylko ten! tam nad gwiazdami zsyła Rafaelów!... Kiedy Okonor wrócił z Bolonii opowiadał nam te zajścia, które znał od malarza Francyi — i śmieliśmy się z Dürerem — chi! chi! chi! dość tedy, że moja Anna Boleyn została u króla, druga poszła do Francyi dla drugiego króla, a Sebastiano del Piombo, zabrał swoją do Neapolu[1] — niech się nią cieszy.. maestro in parte! czy jest co śmieszniejszego jak te pretensye! chi! chi! chi! chi!

JOANNA.

Złośniku!


  1. museo Borbonico