Strona:Joanna Grey.djvu/079

Ta strona została uwierzytelniona.
ODSŁONA IV.




Cmentarz zarosły drzewami — groby — posągi — słychać dzwon odległy, który wkrótce bić przestaje — Holbein sam oparty o stary sarkofag rysuje leżące do koła kości i głowy.


HOLBEIN (rysując, to przestając rysować).

Ciszo umarłych!... jakżeś wielka i święta! o hymny drzew, które wypiastowała żałoba wieków... jakże tęsknie nastrajacie mi ducha! (rysuje dalej) zrównanie wszystkiego — i cisza po wszystkiem pod falami mogił!... Dziwna — tak mi się składa ten taniec szkieletów! całe pasmo życia! dwory, festyny, zabawy — próżność i pycha, głupstwo i skąpstwo, wszystko dziś tańcem marności ugrzęzło w mej głowie i nie pozbędę się ich, aż wyrysuję... a! gdyby kiedyś fresk z tego wykonać, na murze cmentarza w mojej Bazylei... byłbym nieśmiertelnym — i filozofem malarstwa choć nie wiem, co właściwie filozofia!... cała moja filozofia, by mieć kogoś co płaci moje długi... (rysuje dalej). Ten oto król (patrzy na swój rysunek). Ha! tego króla naszkicowałem w pamiętnej godzinie — (z przejęciem coraz silniejszem). Kiedy Pan mój Henryk VIII miał straszną wizyę żon swoich w Tower: Holbein! Holbein! zakrzyczał z włosem zjeżonym i chwycił się szaty mojej... Holbein patrz!... z ram wyszły obrazy twoje, każda idzie z gromnicą — jedna za drugą i patrzy na mnie — Katarzyna Aragon!... oto — Anna Boleyn z krwawą szyją... Joanna Seymour! o biada! To Katarzyna Howard!... Anna Cleve!... i drżał jak liść Pan żelazny, aż go odnieśli do łoża — i krwi upustem uspokoili — i dziś jeszcze Sir John Bridges klnie się, że w dzień zaduszny widział w Tower procesyę tych, co tam byli ścięci... brrrr!!! ja nic nie widziałem — ale ta legenda w Tower — — dziwna jak myśl jedna woła drugą — ta legenda zrodziła mój