Strona:Joanna Grey.djvu/083

Ta strona została uwierzytelniona.
HOLBEIN.

Poczwaro! zabiłeś to dziecko — to była jego matka! a! tam! upadł bez zmysłów! Alastor! dziecię moje!... (wybiega za nim).

GRABARZ.

Nic nie wiedziałem — tak mi Boże dopomóż — (bije się w piersi — dzwon daleki się odzywa).




Zmiana[1]. Rozległy plac w Londynie — przed pałacem królewskim. — Wychodzi książę Northumberland z synami Robertem i Guilfordem.
NORTHUMBERLAND.

Dziś będziecie ze mną u dworu — pamiętajcie, że od waszej przebiegłości zależy wasza karyera — u dworu słowa są na to, by mówić czego się nie myśli, a myśli na to, by myśleć tajemnie, czego się nie mówi, dopiero gdy działać można. Uczuć nie ma — jest forma — a grzeczność zastępuje czułość — pobożność i moralność są rzeczą przyjętą, ale kto raz prawdę wyrzekł, zginął — ile razy kto skłamał, zwykle o szczebel w górę postąpił na tej drabinie co się zwie władzą. —

ROBERT.

Rozumiem — i będę godnym ciebie synem — każdy środek, powiedzie mnie do celu. —

GUILFORD.

Ależ zasady mój ojcze.

NORTHUMBERLAND.

Pamiętaj — że zasady to słowo, co ma prawo obywatelstwa tylko w utworach poetów — poezya — sztuka jest konieczną, jako ozdoba i zabawa dla uświetnienia dworskich festynów, jej wolno pół prawdy mówić, ma drugie miejsce po błaźnie królewskim — i pamiętaj, że kto w życiu zastosował zasadę —, ten wyleci z posady...

GUILFORD (z boleścią).

Tego nigdy nie pojmę — pocóż inaczej uczyliście mnie w szkołach?


  1. Wszelkie zmiany dekoracyi z spuszczania zasłony! Barbarzyńska wygódka sztukę ćwiertująca. (P.a.)