Strona:Joanna Grey.djvu/097

Ta strona została uwierzytelniona.
JOANNA.

Sama nie wiem — czasem myśli się nie wiedząc o czem — myśl tonie w oceanie bezdennym, i smutek nas ogarnia nie wiedząc czemu — czasem zda mi się, że w takich chwilach tęsknej zadumy odczuwamy zbiorową boleść całej ludzkości i cierpiemy nią... ale ty Ferrers, jesteś poetą — odpowiedz mi na jedno pytanie — powiedz mi, jakim sposobem kobieta, żona poety, może być pewną trwałości uczuć swego męża?

FERRERS.

Czerpnęłaś w Oceanie (zamyśla się — za nimi staje Marya Tudor).

JOANNA.

No?

FERRERS.

Komu innemu nicbym nie rzekł, tobie powiem, że są dwa na to środki: naprzód, by żoną i matką jego dzieci będąc, nigdy w nim męża, a zawsze kochanka widziała, wśród prozy codziennego życia — (bo nie proza nasz[1] straszy ale prozaiczność) — następnie, by mu nigdy nie dała uczuć praw, jakie ma do niego.

JOANNA.

Rozumiem — to znaczy, by nie zapomniała, że jest poetą... (zamyśla się).

MARYA TUDOR (z ironią).

Znać córkę Ewy, która bada rzeczy rajskich — — Ferrers nie bądź wężem...

FERRERS (z przyciskiem).

Przeciwnie królewno! czy myślisz doprawdy, że to wąż skusił Ewę?... o nie! Ewa skusiła węża pierw, nim mu się o tem śniło, poprowadziła go potem tak, że skusił Adama, i że wina nań spadła, później jednego i drugiego uczyniła swem narzędziem, i najlepszą część objęła — w raju utraconym... (kłania się i oddala).

KRÓL.

Poeto Ferrers, czy muzy nam dziś sprzyjają?...

JOANNA.

Nie wątpiemy o tem... pewnie ma nowe utwory, z którymi się kryje — podarł dramat nowy, ale musi go odbudować, oskarzam go przed królem...


  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – nas.