Strona:John Galsworthy - Posiadacz.pdf/322

Ta strona została przepisana.

rzającego ku swojemu mieszkaniu od strony Montpellier Square, samego Bosinney’a we własnej jego osobie. Zrobiła ruch, jakgdyby chciała się rzucić poprzez nieskończony szereg pojazdów i w tej samej chwili oczy ich spotkały się. Bosinney uchylił przed nią kapelusza. Przejeżdżający omnibus zasłonił go przed nią, wnet jednak, stojąc już na brzeżku chodnika, przez wyłom w sunącym szeregu, ujrzała go, idącego dalej bez zatrzymania się.
Stała nieporuszona, śledząc go oczami.

ROZDZIAŁ XIII.
WYKOŃCZENIE DOMU

„Jedna żółwiowa; jeden buljon; dwie szklanki portwejnu!“
W górnym pokoju restauracji French’a, gdzie Forsyte może jeszcze uraczyć się posilnem angielskiem jadłem, James i syn jego zasiadali do lunchu.
Ze wszystkich restauracyj najlepiej lubił James tę właśnie; odpowiadała mu jej bezpretensjonalność, smakowitość unoszących się w powietrzu tutejszem zapachów; jakkolwiek też był do pewnego stopnia zdeprawowany koniecznością ulegania modzie i dotrzymywania kroku wymogom zwiększających się dochodów, pozwalał sobie powracać w chwilach wolnych od zajęć w City do nęcących go zawsze mięsiw z dawnych czasów. Usługiwali tutaj nieogoleni po modnemu angielscy kelnerzy w białych fartuchach; podłoga wysypana była trocinami, a trzy złocone lustra wisiały tak wysoko, że niepodobna się było w nich przejrzeć.
Założywszy serwetkę za trzeci guzik kamizelki — zwyczaj, od którego zmuszony był odstąpić od wielu lat już w restauracjach Westendu — poczuł, że z przyjemnością spożyje zupę, jako że cały ranek poświęcił na rozwikłanie