Strona:Julian Ursyn Niemcewicz - Powrót posła.djvu/70

Ta strona została uwierzytelniona.
Podkomorzyna.

Owszem jesteśmy mu radzi.

Starosta (do Podkomorzyny.)

Kłóciłem się z mężulkiem, i cóż to poradzi?

Podkomorzy.

Ja się na mojem zdaniu niezwykłem zasadzać,
Nawet o polityce nie chciałbym już gadać.

Starosta.

Wszak co dziś przyszło z poczty, już zgadłem we Wtorek.

(Postrzegając Walerego.)

A jakże mi się miewa mój legislatorek!
Cóż to Waćpan przedemną ustawicznie zmykasz,
Przechadzasz się w zamysłach, od ludzi unikasz?
Może jeszcze i w domu komponujesz mowy;
Cóż tam, prędkoż będziemy mieli Sejm gotowy?

(z zgrozą.)

Godziłoż się w tym rządzie o sukcessji gadać?
I gorszyć jeszcze naród, i w tem się go badać?

Walery.

Naród jest panem naszym, wie co pożyteczne,
Co dla kraju szkodliwe, a co jest bezpieczne.

Starosta.

Naród o takich rzeczach gadać nie powinien.

Walery.

Ale kiedy chce gadać, ja temu nie winien.

(do matki.)

Smutne uczucia moją napełniają duszę,
Mój żal i moją rozpacz już mu odkryć muszę.