Strona:Julijusz Verne-Miasto pływające.djvu/112

Ta strona została skorygowana.
104

wieżę, poderwana wodami, zsunie się na pochyłość kaskady. Otóż mój panie pamiętaj to sobie, w dzień kiedy spadnie Terrapin-tower, będzie na niéj kilku dziwaków, którzy wpadną w Nijagarę razem z nią. Spojrzałem na doktora, jak by się pytając czy i on będzie w liczbie tych oryginałów. Lecz dał mi znak, aby pójść za nim, poszliśmy tedy znowu przypatrywać się „horse-shoe-fall“ i krajobrazowi otaczającemu. Widać było wtedy trochę w skróceniu, spadek amerykański, oddzielony końcem wyspy, gdzie utworzyła się także mała kaskada środkowa, szerokości stu stóp. Ten spadek wody Amerykański, równie zachwycający, jest prosty, bez zakrętów, a wysokość jego wynosi sto sześćdziesiąt cztery stóp mierząc prostopadle. Lecz aby go obejrzeć w całéj jego rozległości, trzeba się umieścić wprost na brzegu kanadyjskim.
Przez cały dzień błąkaliśmy się po brzegach Nijagary; nieprzezwyciężona siła ciągnęła nas do téj wieży, gdzie ryk wody, upojenie i zapachy kaskady, utrzymują w nieustannem zachwyceniu. Później powróciliśmy do Goat-Islandu, ażeby obejrzeć wielki spadek ze wszystkich punktów widzenia, nie mogąc sobie nigdy sprzykrzyć cudownego widoku. Doktór chciał mnie zaprowadzić do Groty Wiatrów, wydrążonej z tyłu spadku głównego, do któréj można się dostać przez schody zbudowane u wierzchu wyspy; lecz przystęp do niéj był wtedy zabroniony, z powodu częstego zawalania, które się wydarzają od niejakiego czasu w tych kruchych skałach. O godzinie piątéj weszliśmy do Cataract-House i po krótkim obiedzie podanym na sposób amerykański, wróciliśmy na Goat-Island.
Doktór chciał obejść ją w około i zobaczyć Trzy siostry, zachwycające wysepki rozrzucone na wierzchołku głównéj wyspy. Późniéj gdy nastąpił wieczór, przyprowadził mnie doktór znów do trzęsącéj się skały. Terrapin-tower'u.
Słońce zaszło za pagórki pogrążające się w ciemności. Ostatnie promienie dnia znikły. Księżyc w połowie pełni, świecił czystem światłem. Cień wieży wydłużał się nad przepaścią. Z góry, wody ślizgały się spokojnie pod tchnieniem lekkiego wiatru. Brzeg kanadyjski zatopiony już w cieniu, tworzył kontrast z masami więcéj oświetlonemi Goat-Island'u i wsi Niagara-Falls. Pod naszemi oczyma, otchłań zwiększona w półcieniu, wydawała się przepaścią bezdenną, w któréj rycza-