Strona:Julijusz Verne-Miasto pływające.djvu/115

Ta strona została uwierzytelniona.
107

ani słyszeć w tej jaskini tak szczelnie zamkniętej płynnemi obrusami kaskady, jakby ją sama natura zamknęła murem granitowym!
O dziewiątej wróciliśmy do hotelu, gdzie nas rozebrano z naszego przemoczonego ubrania. Wróciwszy na brzeg, wydałem okrzyk podziwienia i radości:
Kapit Corsican!
Kapitan usłyszał i przyszedł do mnie.
— Pan tutaj — wykrzyknął. Co to za radość widzieć znów pana!
— A Fabijan? a Ellen? pytałem ściskając ręce Corsicana.
— Są tam. Mają się dobrze o ile to podobna. Fabijan pełen nadziei prawie uśmiechnięty. Nasza biedna Ellen przychodzi potrochu do przytomności.
— Lecz dla czego spotykam pana tu, przy Nijagarze?
— Nijagara! — odpowiedział Corsican, — ależ to zwykłe miejsce schadzki w lecie, Anglików i Amerykanów. Przyjeżdżają tu odpoczywać, leczyć się przy tym wzniosłym widoku spadków wody. Na naszej Ellen’ie, zdaje się, zrobił wrażenie widok tej pięknej okolicy, zamieszkaliśmy więc na brzegach Nijagary. Widzisz pan willę, Chifton-House, w pośrodku drzew na wzgórzu. Tam właśnie mieszkamy razem z panią R. siostrą Fabijana, która przywiązała się do naszej biednej przyjaciółki.
— A Ellen, Ellen — pytałem — czy poznała Fabijana?
— Nie jeszcze — odpowiedział mi kapitan. Wiesz pan przecież, że w chwili kiedy Harry Drake padł trupem, Ellen miała jakby chwilę jasności. Jej umysł ujrzał światło po przez ciemności, które go otaczały. Ale ta jasność umysłu wkrótce znikła.
Jednakże od czasu jak ją tu przewieźliśmy gdzie powietrze czyste a ustronie ciche, doktór zauważył znaczne polepszenie w zdrowiu Ellen’y. Jest spokojną, sen ma dobry, a w oczach jej widać jakby wysilenie pragnące pozbierać jakie myśli czyto z przeszłości, czy z obecnego czasu.
— Ach! kochany przyjacielu! wykrzyknąłem wy ją uzdrowicie. Ale gdzież jest Fabijan, i jego narzeczona?
— Patrz, — powiedział Corsican — i wskazał ręką na brzeg Niagary.
W stronie wskazanej przez kapitana, zobaczyłem Fabija-