Strona:Juliusz Verne-Dom parowy T.2.djvu/042

Ta strona została przepisana.

wie niepodobna, udało się tygrysicę schwytać żywcem, zostanie zaliczoną do jego menażeryi. A jakże to ogromnie podniesie jej cenę, gdy na klatce wywiesi napis: „Królowa Tarryani, która pożarła sto trzydzieści ośm osób obojej płci“.
Wyruszyliśmy z kraalu około drugiej, a przed czwartą już byliśmy w Suari. Tam ludność zostawała pod wpływem największego przerażenia, gdyż właśnie tego dnia rano tygrysica pochwyciła nad strumieniem i uniosła do lasu młodą Induskę.
Bogaty kolonista angielski nader gościnnie przyjął nas w swoim domu; tak wielkich już strat nabawiła go tygrysica, iż byłby chętnie zapłacił za jej skórę kilka tysięcy rupii.
— Panie Hod, rzekł do kapitana, przed kilku laty tygrysica zmusiła mieszkańców do opuszczenia trzynastu wiosek, obejmujących 250 mil kwadratowych dobrego bardzo gruntu, który musiał pozostać odłogiem. Jeźli u nas nie przestanie szerzyć tak strasznego spustoszenia, przyjdzie do tego że trzeba nam będzie opuścić całą tę prowincyę.
— Czy próbowaliście już wszelkich możliwych środków aby ją zgładzić? zapytał Banks.
— Robiliśmy co tylko było w naszej mocy, zastawialiśmy łapki, zasadzki, żer ze strychniną — wszystko nadaremnie.
— No, nie mogę ręczyć za skutek, ale będziem się starać uwolnić was od tej potwornej królowej.
Do naszej gromadki przyłączyło się dwudziestu górali doskonale znających miejscowość, przez trzy dni, 24, 25, 26 lipca, przeszukaliśmy z nimi całą okolicę, nie mogąc nigdzie znaleźć śladu tygrysicy. Udało nam się tylko