Strona:Juliusz Verne-Dom parowy T.2.djvu/143

Ta strona została przepisana.

— Tyżeś to, Lauro? powtarzał.
Obłąkana nic nie odpowiadała. Nie poznawała go, zdawało się jakby nawet nie słyszała słów jego.
— Laura! Laura obłąkana!... obłąkana!... ale żyje!...
Postać młodej, ukochanej żony zanadto głęboko wyryta była w jego pamięci, aby podobieństwo jakie złudzić go mogło. Po dziewięciu latach rozłączenia — wiecznego już jak mniemał — i pomimo zmiany zaszłej w pięknej zawsze, ale wychudłej i mizernej lady Munro, która jakby cudem uniknęła rzezi nakazanej przez Nana-Sahiba, mąż poznał ją odrazu.
Nieszczęśliwa lady Munro, broniąc matki zamordowanej w jej oczach, padła ugodzona przez któregoś z Indusów, ale zadana jej rana nie była śmiertelną. Zemdloną wzięto za umarłą, i wraz ze zwłokami innych pomordowanych ofiar wrzucono do owej studni w Kawnpore, szczęściem jedną z ostatnich. Jak wiemy, studnia pod wierzch została zapełnioną. Z nadejściem nocy, Laura odzyskała przytomność i wiedziona instynktem — gdyż skutkiem strasznych przejść straciła rozum i nie wiedziała co robi, uchwyciła się cembrowiny i wyszła ze studni. Żyła więc, ale była obłąkaną.
Bezprzytomna, sama nie wiedząc co robi, zdołała wyjść z Kawnpore, właśnie w chwili gdy Nana-Sahib opuszczał je po dokonanych mordach. Biegła przed siebie w ciemności, uciekając od miast i miejsc licznie zamieszkanych. Po wsiach dawali jej przytułek biedni rajoci, szanując ją jako istotę pozbawioną rozumu. Tak błąkając się doszła do gór Sautpurra i Windhyas; od lat dziewięciu miano ją za umarłą, żyła jednak i błąkała się zachowując jedynie w pamięci wspomnienie pożarów i pożogi.