Strona:Juliusz Verne-Hektor Servadac cz.2.djvu/242

Ta strona została przepisana.

— Nie wystarczy nam świętych na ten kalendarz — odpowiedział Ben-Zuf.
I w istocie, gdyby Palmiryn chciał znów zastosować kalendarz do nowej długości dni galickich, to przyszłoby do tego, że mówiłby o 538 czerwca lub 325 grudnia.
Co się tyczy kawałka Gallii, który unosił z sobą Anglików i Gibraltar, to było rzeczą widoczną, że on nie grawitował około komety. Przeciwnie, oddalał się. Ale czy unosił z sobą jakąś część morza i atmosfery galickiej? Czy posiadał dostateczne warunki mieszkalności? I czy wreszcie miał powrócić kiedykolwiek na ziemię?
O tem wszystkiem dowiemy się później.
Jakiż wpływ wywarło rozpołowienie się Gallii na jej dalszą drogę? To było właśnie pytanie, które hrabia, kapitan Servadac i porucznik Prokop naprzód sobie zadali. Poczuli zaraz przyrost sił muskularnych i skonstatowali nowe zmniejszenie się ciężkości. Ale ponieważ masa Gallii znacznie się zmniejszyła, czy nie zmieni to jej szybkości, i czy nie należało się obawiać, że pewne przypuszczenie lub opóźnienie w jej obrocie nie da jej spotkać się z ziemią?
Byłaby to klęska nie do naprawienia!
Ale czy szybkość Gallii zmieniła się choć na jotę? Porucznik Prokop był przeciwnego zdania, wszelako nie śmiał go wypowiedzieć, nie mając dostatecznych wiadomości w tej materyi.
Jeden tylko Palmiryn Rosette mógł odpowiedzieć na to pytanie. Potrzeba więc było tym czy innym sposobem, drogą przekonania czy