Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/013

Ta strona została skorygowana.


sam nie wie. Całą załogę tak umówiono. Dowiedzą się po przybyciu na miejsce. Ależ co za płaca, co za płaca — powtarzał zapalając się przyjaciel Cliftona, — pięć razy większa niż zwykle. Ach! bo też żeby nie to, Ryszard Shandon nie znalazłby z pewnością nikogo, coby się chciał zgodzić na podobne warunki. Statek dziwnego kształtu, niewiadomo dokąd płynący i jak się zdaje nie bardzo pewny powrotu; jabym na taką ugodę nigdy w życiu nie przystał.
— Czy byś przystał czy nie przystał, odezwał się Cornhill, to w żadnym razie mój przyjacielu nie mógłbyś należeć do ekwipażu Forwarda.
— A to dla czego?
— Bo jesteś żonaty, a ja słyszałem, ze tam przyjmują samych tylko bezżennych. Niemasz więc co się drożyć, lubo co prawda, pewnie byś się nie ociągał gdyby cię namawiano.
Tak zagadnięty majtek, począł się śmiać serdecznie, Cornhill widocznie zadowolniony z siebie, ciągnął dalej:
— Wszystko w tym statku jest strasznie zuchwałe, nie wyłączając nawet nazwika Forward! Naprzód! ale dokąd? Prócz tego, nie wiadomo kto będzie jego kapitanem?
— I owszem, wiadomo — odezwał się jakiś młody majtek z bardzo naiwną fizognomiją.