Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/016

Ta strona została uwierzytelniona.


— A cóż mam myśleć — opryskliwie odpowiedział ten ostatni — myślę że Forward jest chyba okrętem należącym do djabła, lub też do waryata kwalifikującego się do szpitala.
Majtkowie w milczeniu przypatrywali się ostatnim przygotowaniom okrętu do podróży, i każdy głęboko był przekonanym, że Johnson nie żartował bynajmniej z młodego majtka.
Ta historya o psie już się rozeszła po mieście, a z tłumu ciekawych nie jeden chciwie oczami szukał Psa-kapitana, którego już miano za jakieś zwierzę nadnaturalne.
Zresztą Forward od kilku już miesięcy zwracał na siebie uwagę publiczną, z powodu swej tajemniczości i niezwykłej budowy, swego przeznaczenia przez mało kogo odgadywanego, incognita kapitana, sposobu w jaki Ryszard Shandon został wezwany do budowy statku, oraz szczególnych warunków, pod jakiemi werbowano jego załogę.
Dla człowieka myślącego, dla marzyciela, a nadewszystko filozofa, nic niema tak zajmującego jak okręt odpływający. Ściga on go wyobraźnią we wszystkich przejściach i walkach z falami morskiemi, z rozhukanemi wiatrami w jego awanturniczych drogach, które nie zawsze do bezpiecznego portu prowadzą; i niech się tylko coś nie zwykłego okrętowi zdarzy, zaraz go sobie przedstawi-