Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/027

Ta strona została skorygowana.


go przeznaczenia, bo niech się nie zwę Ryszardem Shandon, jeśli on nie jest przeznaczony do pływania po morzu lodowatem; ale o tem tylko ja wiedzieć będę i moi oficerowie.
Shandon wziął się do umawiania ludzi, ściśle przestrzegając warunków w liście mu wskazanych, szczególniej pod względem zdrowia i stosunków rodzinnych.
Znał on pewnego zucha, doskonałego marynarza, nazwiskiem James Wall. Ten Wall mógł mieć lat około trzydziestu i nieraz już bywał na morzu Północnem; otóż jemu Shandon zaproponował posadę trzeciego oficera, a James Wall przyjął z zamkniętemi jak to mówią, oczyma; kochał on swoje rzemiosło i chodziło mu głównie o to, aby nie próżnować. Shandon opowiedział mu cały interes ze wszelkiemi szczegółami, równie jak i niejakiemu Johnson‘owi, którego przyjął na retmana.
— Co do niebezpieczeństwa, mówił James Wall, jest ono tu takie jak i wszędzie. Jeśli chodzi o wynalezienie przejścia Północno-Zachodniego, to i z takich wypraw ludzie powracają.
— Nie zawsze, dodał Johnson, lecz to znowu nie może przeszkadzać puszczeniu się w podróż.
— Zresztą, jeśli się nie mylimy w naszych przypuszczeniach, powiedział Shandon, wyznać po-