Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/031

Ta strona została skorygowana.


A trzeba dodać, że było to tajemnem porucznika pragnieniem; wyobrażał on sobie wciąż, że w ostatniej chwili otrzyma instrukcye dokładne o celu podróży i pozostanie dowódzcą statku. Dawał się nieraz z tem słyszeć, już to w rozmowie z oficerami, już pilnując roboty około brygu, którego kadłub stał na warsztatach w Birkenhead, podobny do szkieletu wieloryba leżącego brzuchem do góry.
Shandon i Johnson ściśle stosowali się do poleceń pod względem zdrowia ludzi umawianych do załogi; wszyscy oni wyglądali doskonale, a zapału mieli tyle, że możnaby nim ogrzać machiny Forwarda; zresztą byli to ludzie od ważni, energiczni i na wszystko gotowi, choć nie wszyscy jednakiej siły. Shandon wahał się z przyjęciem niektórych, jak naprzykład majtków Gripper i Garry, oraz harponera Simpsona, dla tego że byli chudzi; że jednak dobrze byli zbudowani, i pełni dobrej woli, przyjął ich także.
Cała ta załoga składała się z ludzi jednej i tej samej sekty protestanckiej. W długich wyprawach modlitwy wspólne i czytanie biblii zespalają myśl ludzi, dodają im odwagi w chwilach zniechęcenia, ważną jest przeto rzeczą, aby i pod tym względem zgoda była zupełna. Shandon z dowiadczenia znał pożytek praktyk religijnych