Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/034

Ta strona została skorygowana.


rzeczywiście dłoń Ryszarda Shandon! Gdy zatem jest dowódca Ryszard, to musi być i dowodzony przez niego bryg Forward, który odjedzie w drogę, a przeto, mnie doktora Clawbonny na swój pokład zabierze.
— Ależ tak doktorze, ja jestem Ryszard Shandon, jest i bryg Forward i pojedziemy z pewnością.
— Oto co się nazywa mówić do rzeczy! zawołał doktór, nabrawszy w płuca dostateczny zapas powietrza. Widzisz mnie uradowanego, uszczęśliwionego. Oddawna już oczekiwałem na podobną sposbność i pragnąłem przedsięwsiąść podroż w tym rodzaju; dziś jestem u kresu mych życzeń najgorętszych, a z tobą...
— Pozwól pan... rzekł Shandon.
— Z tobą, wrzeszczał Clawbonny, nie dając mu przyjść do słowa, z tobą zajedziemy daleko i nie cofniemy się ani na jedną stopę.
— Ależ... wtrącił porucznik.
— Boś ty doświadczony w swem rzemiośle wyjadacz; umiem na pamięć cały stan twej służby. Oh! tęgi jesteś marynarz.
— Jeśli pan zechcesz...
— Nic nie chcę, nic mi nie potrzeba, i nikt, bądź pewnym, nie zdoła zachwiać we mnie wiary w twą