Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/053

Ta strona została skorygowana.


a pozostawiając w północno-zachodniej stronie cypel Ayr, skierował się ku kanałowi północnemu.
Johnson miał słuszność: na morzu majtkowie zapomnieli o dziwaczności położenia, widząc statek mocny i dobrze zbudowany. Załoga weszła odrazu w zwykły tryb życia pokładowego.
Doktor całą piersią oddychał morskiem powietrzem i jak na uczonego, dość sprawnie przechadzał się na statku wstrząsanym falą.
— Piękna to rzecz morze! mówił on do Johnsona, powracając po śniadaniu na pomost. Trochę za późno się z niem poznaję, ale potrafię sobie to wynagrodzić.
— Macie słuszność panie Clawbonny; ja wszystkie lądy całego świata oddałbym za jeden kawałeczek oceanu. Mówią ludzie, że marynarze prędko sobie uprzykrzają swe rzemiosło; nie prawda! Ja naprzykład żegluję po morzach lat czterdzieści, a dziś jeszcze jak przy pierwszej mojej podróży, tych samych miłych wrażeń doznaję.
— Pojmuję rozkosz znajdowania się na dobrym okręcie! a sądzę, że Forward dzielnym jest statkiem.
— Dobrze sądzisz doktorze, odezwał się Shandon nadchodzący w tej chwili właśnie; piękny to jest statek i przyznać potrzeba, że żaden z okrę-