Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/069

Ta strona została skorygowana.


— Oto, zawołał Johnson, jakby naumyślnie dla objaśnienia słów doktora, spostrzegam na morzu ogromną sztukę drzewa: jeśli dowódca pozwoli, złowimy ją, ściągniemy na pokład i zbadamy z jakiego pochodzi kraju.
— Wybornie, rzekł doktór, — będzie to przykład objaśniający.
Shandon wydał potrzebne rozkazy; statek zwrócił się ku płynącej sztuce drzewa i wkrótce z niemałym trudem załoga wciągnęła ją na pokład Forwarda.
Byłto ogromny pień mahoniu, stoczony przez robaki aż do rdzenia; gdyby nie to, nie mógłby pływać.
— Otóż widzicie, mówił doktór z zapałem; ponieważ prądy Atlantyku nie mogły go zanieść do zatoki Davisa, ponieważ nie mogło być zapędzone na wody podbiegunowe, przez rzeki Ameryki północnej, bo drzewo to rośnie pod równikiem, niezaprzeczoną przeto jest rzeczą, że przybywa tu ono wprost z ciaśniny Beryngskiej. A nawet patrzcie panowie, że robaki które go stoczyły, należą do gatunków żyjących w klimacie gorącym. Jeśli chcecie, to mogę wam dokładnie opisać drogę, jaką przebyła ta sztuka mahoniu. Na Ocean Spokojny wyniosła ją jedna z rzek międzymorza