Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/076

Ta strona została skorygowana.


wiskach cienie tych, którzy nigdy ztamtąd nie powrócili.



ROZDZIAŁ SIÓDMY.

Wejście do cieśniny Dawis’a.


Dnia tego, Forward łatwo torował sobie drogę między na pół pokruszonemi lodami; wiatr był przyjazny, temperatura jednak bardzo niska. Prądy powietrza przybywające z nad pól lodowych, ich zimno przejmujące niosły z sobą.
Noc pilnej wymagała baczności. W tej zacieśnionej przestrzeni skupiały się góry pływające; nieraz po sto odrazu widzieć ich można było na widnokręgu. Pod działaniem fal liżących lody i wpływem kwietniowej atmosfery, góry te odrywały się od brzegów, by później topnieć lub pogrążyć się w otchłaniach oceanu. Należało także wystrzegać się uderzenia o pływające massy drzewa; to też zaciągnięto tak zwane „jaskółcze gniazdo“ na maszt najwyższy. Jestto coś podobnego do beczki o dnie ruchomem; osłonięty nią majtek pilnował morza, oznajmiał o nadpływających lodach, a w potrzebie