Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/089

Ta strona została skorygowana.


— A czyżeś zapomniał co ci prawił pan doktór? trzeba unikać wszelkich napojów rozpalających, jeśli się nie chce być narażonym na szkorbut, a chce się być zdrowym i zajść daleko.
— Ależ ja bynajmniej nie pragnę iść daleko! jużeśmy się i tak zbyt zaawanturowali chcąc się przedrzeć tam, gdzie djabeł nas puścić nie chce.
— A więc się tam nie dostaniemy! wtrącił Pen. Co do mnie, to już i zapomniałem jak dżyn smakuje.
— To sobie przypomnij, rzekł Bolton, co ci doktór gadał.
— Łatwo mu gadać, odparł Pen swym grubym, twardym głosem. Pytanie jeszcze, czy pod pozorem zachowania nam zdrowia, nie robią tu na nas oszczędności?
— Ten djabeł Pen może ma słuszność, rzekł Gripper.
— Dajże pokój, odparł Bolton — na to ma on nos zbyt czerwony; jeśli mu trochę zbieleje w tym klimacie, to Pen nie będzie miał powodu narzekać.
— Co ty się zajmujesz moim nosem? zawołał opryskliwie Pen, dotknięty w najsłabszą swą stronę. Mój nos nie potrzebuje twoich uwag, ani cię o nie prosi. Pilnuj lepiej swego!