Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/097

Ta strona została skorygowana.


— I to dziś jeszcze, przy piątku! rzekł Clifton. wzruszając ramionami; zobaczycie, że nie tak to łatwo przejść koło biegunowe.
Istotnie, wysilenia osady okrętowej daremne były prawie zupełnie dnia tego. Forward całą pary siłą popchnięty na góry lodowe, nie zdołał ich rozdzielić; trzeba było zarzucić kotwicę na noc.
Nazajutrz temperatura obniżyła się więcej jeszcze pod wpływem wiatru wschodniego; powietrze oczyściło się, i można było widzieć daleko na tych białych lodach, od których odbijające się światło olśniewało wzrok. O godzinie siódmej rano, termometr pokazywał 22 stopnie niżej zera.
Doktór miał ochotę pozostać w swej kajucie i odczytywać opisy podróży do bieguna północnego; ale się pytał sam siebie, jak to było jego zwyczajem, coby mu było najprzykrzejszem w tej chwili. I odpowiedział sobie, że najprzykrzejby mu było wyjść na pokład w taki mróz, i pomagać ludziom w ich pracy. Opuścił więc ciepły swój pokoik, i zaczął pomagać do holowania okrętu. Wyglądał wcale dobrze w zielonych okularach, które mu czyniły blask światła mniej rażącym. Później, przy obserwacyach wszelkiego rodzaju, używał okularów umyślnie do patrzenia w pośród śniegu urzą-