Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/098

Ta strona została skorygowana.


dzonych, a to dla uchronienia oczu od cierpień bardzo zwykłych w tamtych okolicach.
Do wieczora Forward posunął się o kilka mil ku północy, dzięki usiłowaniom majtków i trafności rozkazów Shandona, korzystającego ze wszystkich przyjaznych okoliczności. O północy minięto sześdziesiąty szósty równoleżnik; ołowianka wskazywała głębokość wody na dwadzieścia trzy węzły, a Shandon poznał, że znajduje się w miejscu, gdzie osiadł na mieliźnie okręt jej królewskiej mości, Victory. Ziemia była o trzydzieści mil ku wschodowi.
Ale lody dotąd nieruchome, rozdzieliły się wówczas i zaczęły poruszać; góry lodowe zaczęły się okazywać we wszystkich stronach widnokręgu. Bryg znalazł się w pośród skał ruchomych, o nieprzepartej sile gniotącej. Kierowanie oktętem stało się bardzo trudnem i powierzono je Garry’emu, najlepszemu z całej osady sternikowi. Góry groziły zamknięciem przejścia za okrętem; trzeba więc było przebyć tę flotę lodową, a roztropność, równie jak powinność, nakazywały posuwać się naprzód. Niepodobna zaś było dobrze pojąć kierunku okrętu przy ciągłej zmianie położenia, nie dającej stałej do obliczeń podstawy.