Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/102

Ta strona została skorygowana.


kichże skrzydłach i grzbiecie, a z białą piersią, podobne były do cyranek. Pływały żwawo i zanurzały się nieraz na jakie czterdzieści sekund.
I niczemby się dzień ten nie był odznaczył, gdyby nie zaszedł na pokładzie wypadek prawdziwie nadzwyczajny. Shandon wchodząc do swej kajuty o szóstej rano, znalazł na stole list z napisem:

„Do komendanta Ryszarda Shandona,

na pokładzie Forwarda.

Morze Baffińskie.“

Shandon oczom swym nie mógł uwierzyć, a nim zajrzał do tego osobliwego listu, pokazał go doktorowi, Wallowi i Johnsonowi, których przywołał do siebie.
— To rzecz szczególna, mówił Johnson.
— Wybornie! wołał doktór.
— Nakoniec poznamy tajemnicę, rzekł Shandon, pośpiesznie rozdzierając kopertę.
Wyczytał co następuje:

„Komendancie!
Kapitan Forwarda zadowolniony jest z zimnej krwi, zręczności i odwagi, jakie twoi ludzie, twoi oficerowie i pan sam okazaliście w ostatnich okolicznościach. Prosi pana o oświadczenie załodze jego wdzięczności.