Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/107

Ta strona została skorygowana.


— Myślę że Johnson trafnie rzeczy widzi.
— A ty James Wall, co powiesz?
— I ja się skłaniam do zdania tych panów.
Shandon począł się zastanawiać i bacznie odczytał list raz jeszcze.
— Panowie, rzekł nakoniec, wasze zdanie jest trafne, a jednak nie mogę pójść za niem, bo instrukcye są w tym liście wyraźne; każą mi one udzielić osadzie wiadomość o zadowolnieniu kapitana. Że zaś dotąd posłuszny byłem jego rozkazom, w jakikolwiek sposób je otrzymałem, więc i teraz nie mogę....
— A jednak.... przerwał Johnson, lękający się słusznie wpływu takiej wiadomości na umysły majtków.
— Kochany Johnsonie, rzekł Shandon, rozumiem ja twoje pobudki i uznaję, że są wyborne; ale tu napisano: „proszę pana oświadczyć załodze moją wdzięczność.“
— A więc postąp pan według tego, odparł Johnson, szanujący wreszcie rozkaz przełożonych.
Wieść o odezwie kapitana szybko rozeszła się na pokładzie. Majtkowie przybyli natychmiast na wezwanie i uszykowali się w zwykłem, do przeglądów załogi naznaczonem miejscu, a dowódca odczytał im list ów tajemniczy.