Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/117

Ta strona została skorygowana.


Od Uppernawik począwszy, ziemia przedstawiała odrębny widok; ogromne lody zarysowywały się na widnokręgu pod szarawem niebem. Dnia 10-go maja Forward zostawił na prawo zatokę Hingston prawie pod 74-m stopniem szerokości; od zachodu otwierał się kanał Lankastra o paręset mil odległy. Wówczas jednak ogromna ta przestrzeń wód pokryta była, pokrowcem lodowym, na którym wznosiły się wzgórki z kry powstałe. Shandon kazał zapalić pod kotłami i siłą pary posuwał się aż do 11-go, wężykowatym między lodem przejściem, które czarny dym maszyny we wszelkich skrętach rysował.
Nowe jednak przeszkody zjawiły się wkrótce; w skutek ciągłego ruchu kry, zamykały się przejścia. Wolnej wody co chwila mogło braknąć statkowi, a gdyby został schwytany przez lody, trudnoby mu było się z nich wydobyć. Wiedzieli o tem wszyscy i ciągle o tem myśleli. To też na tym okręcie posuwającym się ku niewiadomemu celowi, usiłującemu szalenie przedostać się na północ, okazały się objawy wahania się; wielu z tych ludzi nawykłych do niebezpieczeństw, zapomniało o zapewnionych im nagrodach i żałowało, że się dali zaprowadzić tak daleko. Niejaka demoralizacya owładnęła umysły, a podniecały ją jeszcze