Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/137

Ta strona została skorygowana.


— Dosyć już tego, odezwał się Pen, ja już dalej nie pójdę.
— Pen ma słuszność, rzekł Brunton, nie trzeba kusić Pana Boga.
— Raczej dyabła, odparł Clifton. Wolę stracić wszystko com zarobił, niż posuwać się dalej.
— Już my ztąd się nie wydobędziemy, rzekł Bolton podupadły na duchu.
Osada była już do najwyższego stopnia zdemoralizowana.
— Ani kroku dalej! zawołał Wolsten; czy takie jest wasze zdanie?
— Tak, tak! odpowiedzieli chórem majtkowie.
— Idźmy więc do komendanta, rzekł Bolton, ja się podejmuję przemówić do niego.
I majtkowie ściśniętą. gromadą. zwrócili się ku izdebce Shandona.
Właśnie wówczas Forward wchodził w obszerny okrąg, mogący mieć około ośmset stóp średnicy; okrąg ten był zewsząd zamknięty, wyjąwszy tej strony od której przybył okręt. Shandon zrozumiał, że dobrowolnie się zamknął; ale cóż było robić? jak powrócić zkąd przyszedł? Czuł ciążącą na nim odpowiedzialność; jego dłoń kurczowo ściskała perspektywę.