Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/140

Ta strona została skorygowana.


— Czółna na wodę, radzili inni.
— Do składów wódki, krzyknął Pen i kilku majtków; jeśli mamy się topić, to utopmy się w dżynie.
Zamięszanie doszło do najwyższego stopnia między temi ludźmi, targającemi wszelkie wędzidło. Shandon czuł się bezsilnym. Chciał rozkazywać, ale się tylko wahał i jąkał; myśl jego nie mogła znaleźć wyrazów. Doktór kroczył wzburzony, Johnson stoicko skrzyżował ręce na piersiach i milczał.
Nagle głos potężny, energiczny, nakazujący, dał słyszeć te wyrazy:
— Na miejsca! zawrócić statek!
Johnson drgnął, i bezmyślnie obrócił koło sterowe.
Wielki już był czas na to; bryg pędzący całą szybkością biegł się strzaskać o ściany swego więzienia.
Podczas gdy Johnson machinalnie wykonywał rozkaz, Shandon, Clawbonny, cała osada, nie wyjmując Warena, który odbieżał kotłów, i Stronga czarnego który odstąpił swych rądli, przybiegli na pomost i widzieli wszyscy, jak z zamkniętej dotąd zawsze kajuty kapitańskiej wyszedł człowiek....
Byłto majtek Garry.