Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/151

Ta strona została skorygowana.


osady; jedni śmieli z natury lub pragnący zysku przyjęli go chętnie, drudzy dali się porwać jego awanturniczości, zachowując sobie na później prawo oporu, na który chwila obecna nie była stosowna. Każdy więc wrócił do swych zajęć. Dnia 20-go kwietnia była niedziela, dzień spoczynku dla osady.
U kapitana odbywała się narada oficerów; należeli do niej Hatteras, Shandon, Wall, Johnson i doktór.
— Panowie, mówił kapitan właściwym sobie łagodnym, ale zarazem rozkazującym głosem, wiadomy wam jest mój zamiar dotarcia do bieguna północnego; chciałbym wiedzieć, jakie jest zdanie panów o tem przedsięwzięciu. Panie Shandon, co o tem myślisz?
— Moją rzeczą jest być posłusznym, a nie rozważać, odparł Shandon zimno.
Hatterasa nie zdziwiła ta odpowiedź; równie zimno jak tamten, rzekł ponownie:
— Proszę pana o wypowiedzenie twego zdania.
— Powołuję się na fakta; przedsięwzięcia tego rodzaju nigdy się nie udawały; życzę szczerze, żeby nasze lepiej nam poszło.
— Pójdzie nam lepiej. A panowie co mniemacie?