Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/159

Ta strona została skorygowana.


tysiąc funtów prochu i dobrze obliczył kierunek jego wybuchowy. Długi lont dochodzący do łoża miny wychodził na zewnątrz; galerya prowadząca do niego zapełniona została śniegiem i kawałkami lodu, co wszystko umarzło nocy następnej w jedną massę twardą jak granit. Temperatura, przy wietrze wschodnim zeszła do 11° pod zero.
Nazajutrz o 7-ej rano, Forward z gotową już parą czekał aby korzystać z mogącego się otworzyć przejścia. Johnsonowi polecono podpalić minę; lont, według obliczenia, powinien był tleć przez półgodziny przed wybuchem; Johnson miał więc dosyć czasu, aby wrócić na okręt, na którym był już istotnie po wykonaniu danego mu zlecenia. Osada cała zebrana była na pokładzie; powietrze było suche i jasne a śnieg nie padał; Hatteras, Shandon i doktór stali na pomoście kapitana, który z chronometrem w ręku, liczył minuty.
O godzinie ósmej minut trzydzieści pięć, dał się słyszeć głuchy odgłos wybuchu i daleko mniejszy niż się spodziewano. Profil gór zmienił się nagle, jakby od trzęsienia ziemi; gęsty i biały dym strzelił ku niebu do znacznej wysokości, a góra lodowa poryta została długiemi rozpadlinami. Wierzch-