Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/161

Ta strona została skorygowana.


— Dobrze, odpad Hutteras. Brunton! wołał, do maszyny, baczność! Kilka obrotów szruby naprzód.
Szruba zaczęła działać, Forward zbliżył się do strzaskanej góry.
— Celuj dobrze w lukę, krzyknął kapitan do Wolstena.
Gdy bryg nie dalej już był od ściany lodowej jak na pół węzła, Hutteras zawołał:
— Pal!
Po tej jego komendzie straszliwy łoskot dał się słyszeć; łomy lodu wzruszone wstrząśnieniem atmosfery, spadły nagle w morze. Wystarczył na to ruch w powietrzu.
— Całą parą! Bruntonie, wołał Hatteras; prosto w przejście Johnsonie!
Johnson stał u steru; był porwany działaniem szruby wijącej się w spienionych bałwanach, posunął się skwapliwie w wolne w tej chwili przejście. I dobrze się stało.
Zaledwie Forward przebył otwór, już lody, zamknęły się za nim.
Wszystkim serce biło gwałtownie; jednego tylko człowieka na pokładzie serce było spokojne,